Blog > Komentarze do wpisu
Znaki firmowe Barcelony
Kochani, w Barcelonie bawiliśmy się świetnie. Od razu wielkie podziękowania dla Konrada, Dominiki i Magdy, którzy odstąpili nam salon swojego erasmusowego mieszkanka i męczyli się tam z nami trzy noce :*

Co do naszej wycieczki, to nie wiem, czy z pełnym przekonianiem napisać można, że byliśmy w Hiszpanii, bo Katalonia czuje się tak odrębna od reszty kraju, że aż nam udzieliły się uczucia separatystyczne ;) Wszystkie tablice i znaki opisane są po katalońsku, a dopiero na drugim miejscu po hiszpańsku. W połączeniu z naszym włoskim, w głowie mieliśmy totalny językowy mix, ale dogadać i tak nam się udawało :)

Barcelona jest cudownym miastem - z jednej strony znajdujemy tu stare gotyckie centrum z siecią wąskich uliczek (Barri Gòtic) i cudowną secesję (Gracia), z drugiej wszędzie wdziera się nowoczesność. Bramy zabytkowych domów pokrywa graffiti, na ulicach i w oknach budynków widać surrealistyczne figury, sklepy pełne są oryginalnych ubrań...



Oczywiście nie można mówić o Barcelonie, jeżeli nie wspomni się Gaudiego - najsłynniejszego jej mieszkańca i dumy Katalonii, twórcy słynnych pałaców, Parku Güell i niesamowitego kościoła Sagrada Familia. To właśnie tej budowli Antoni Gaudi całkowicie poświęcił ostatnie 40 lat swojego życia, by w momencie swojej nagłej śmierci zostawić ją daleką jeszcze od ukończenia. Planowo kościół ma zostać oddany w roku 2026, ale trudno w to wierzyć, widząc, że wzniesione przez 130 lat fasady są tylko maleńką cząstką planowanej całości... Styl Gaudiego rozpoznawalny jest od razu. Podczas naszego pobytu w Barcelonie poświęciliśmy mu cały dzień, a że Gaudi tworzył i budynki, i meble, i kafelki, i klamki :) jego dzieła widać wszędzie i cała Barcelona nadal się nim inspiruje. Ja zresztą również mogłabym o nim długo pisać... :):):)



A że Barcelona to również plaże, słońce i Sangria :P nie opuściliśmy i tego punktu wycieczki! Konrad zabrał nas do fantastycznej katalońskiej knajpy, w której do gorących kanapek pije się cavę (i nic innego!) - coś jak naszego szampana. Cava jest super tania, bo jedna butelka kosztuje mniej, niż 2 euro, dlatego też zawarliśmy z nią głębszą znajomość :) Ale miasto z własną plażą i upałem 35 stopni musi przecież narzucać odpowiedni styl życia i spieszyć albo denerwować się tu nie wolno :P (chyba, że na meczu Polska-Austria, co też przeszliśmy... :/).



Wspaniałe to były cztery dni :) Więcej zdjęć w naszej galerii z Barcelony. A teraz do boju z egzaminami, uporać się szybko, bo od lipca nowe wyzwania ;) Całujemy mocno, mocno! :*
wtorek, 17 czerwca 2008, przydacze
Komentarze
Gość: ewamoc, r0.ists.pl
2008/06/19 11:28:08
Zaraz chyba pekne z zazrosci!! Macie najsuperfajniejszego Erasmusa jakiego mozna sobie tylko wymarzyc!!!!!! A jeszcze sie nie skonczyl!! buziaki z Krakowa!